już prawie 3 lata się znamy a już rok się spotykamy kochamy się najmocniej na świecie! i Ci mówie Kotuś dobrze bedzie :* co ze mną sie dzieje, nie mam pojęcia coraz więcej i częściej płacze ze szczęścia
krótka chwila, krótki moment, krótkie życie, i o wszystkim i tak zapominasz... otwierasz oczy jako bezradne słodkie coś, które trzeba żywić, ubrać itd itd... masz kilka lat, umiesz mówić, i twoi "rodzice" zbierają za to pochwały i pytają "kiedy on się tego nauczył?". rośniesz, zdobywasz pierwsze stopnie w szkole, zdobywasz pierwszą dziewczyne/chłopaka o którym i tak zapomnisz... rośniesz, masz lat kilkanaście decydujesz co chcesz robić w zyciu... rośniesz dostajesz dowód i prawko i jesteś wielki bo sam możesz sobie kupić piwo... rośniesz twoje plany na pryszłość sie jebią, przy okazji znajdujesz sobie dziewczyne, której zaimponowałeś kupując piwo... rośniesz idziesz na ulice, tam dostajesz pare stów na ręke, dziewczyna cie rzuca bo nie masz kasy... rosniesz pomagają ci rodzice, znajdujesz prace w której poznałeś żone... nie rośniesz zyjesz z żoną, pracujesz cały czas w tej same nudnej pracy... kurczysz sie masz kryzys.. kurzczysz sie zaczynasz rozumieć świat, który cie otacza i cel swojego istnienia, umierasz...
brązowy srebrny, kolorowy pieniądz, moneta, papierek. durne zaćmienie oczu dla wielu. durne pocieszenie. chwilowe zapomnienie. pieniądz choć potrzebny to czyni z ludzi okrutne maszyny do ich wydawania... niezliczone okrucieństwa, morderstwa dla pieniądza to nie nowość. człowiek kiedy myśli że jest wolny nie uświadamia sobie faktu, że to pieniądz trzyma go za kratami... wyjść poza celę jest trudno, bo przecież cały świat opiera się na pieniądzu... ale kiedy już ktoś wyjdzie, wpada w kolejne sidła, prowadzące do więzienia...
żyjemy - odpowiadamy na pytania, sami je zadajemy. pieniądz to coś co w ostatnim czasie dało mi w kość, człowiek myśląc o pieniądzach zapomina o tym co go otacza, pochłania go chciwość. jednak potrafi się opamiętać. czasami jest za późno... czasu cofnąć nie potrafimy, a w chwili zapomnienia (przez pieniądz), możemy wyrządzić zbyt wiele... jedyne co czuje się później to tęsknota za tym co było, nienawiść do samego siebie, i myśl krążąca w głowie: "już nigdy nie dam się tak otumanić"... pieniądz to chytra bestia, nie uciekniemy przed nim nigdy... :(
życie to pare sekund, trwania człowieka na tym świecie. ludzie wierzący uważają że to tylko test dla nas. ateista powie, że to zwykły przypadek, iż się tu znalazłeś... nie wierząc ani w jedno ani w drugie trafiasz w rozmyślenia nad swoją egzystencją u kogoś normlanego prowadzące zazwyczaj do zaburzeń w psychice / bólu głowy, których czasem następstwem jest samobójstwo. człowiek inteligentniejszy bedzie zadawał pytania, na które dzisiaj nie można odpowiedzieć. zacznie go boleć głowa i bedzie musiał przestać o tym myśleć. rozwój cywilizacji zmusza nas do nawiązywania znjaomości, ciągłego dążenia do doskonałości, wiary w telewizyjne bzdury. staramy sobie uświadomic że nie potrzebujemy nowinek technlogicznych do przetrwania, jednak gdy ich nie zastosujemy zostaniemy w tyle. boimy się nauki, która nas otacza, dlatego że jesteśmy ludźmi wierzącymi (przynjamniej tak wiekszośc wychowywano). wmawiano nam, że wtym wszytskim siedzi diabeł a teraz nawet wzory wiary taplaja sie w kasie. rodzice każą nam wierzyć w ich iluzje z dzieciństwa, jednak nasi dziadkowie byli bardziej przekonujący w przekazywaniu "wiary". jako młodzi walczymy o coś, szukamy ideałów dzisiejszego świata. kiedyś taką osobą był wszechmogący. w dzisiejszym świecie inernetu, biznesu i pieniędzy ideałami są aktorzy, kompozytorzy...są to ludzie nie interesujący się dosłownym wizerunkiem, lecz ilością pieniędzyna koncie bankowym. tych pare sekund, które otrzymalismy od "boga" lub tez przypadkiem, powinnismy wykorzystać, jednak nie mam na mysli rabowania banków, ćpanie itd. na mysli mam "miłość". uczucie tak piekne że słowa nie potrafia go ująć. taki przykład:
człowiek żyjący bez miłości, spojrzy rano w lustro i sobie powie, jestes przystojny, może dzisiaj wyrwiesz jakąś laskę. człowiek „wypełniony” miłością spojrzy w lustro, zamknie oczy i zobaczy przyszłość z ukochaną osobą u boku. rodzi się radość, która jest dużo mocniejsza od litra kawy.
niedziela, film "jedz módl się kochaj" = brak słów... tylko wspomne że obok mnie siedziała wpatrzona w ekran blondyna, której za to serdecznie dziękuję bo bez niej bym nie dotrwał do końca...
budząc się po filmie, popkornie i koli poszliśmy na coś słodkiego. kawiarnia zapowiadała sie dobrze. wybraliśmy miejsce usiedliśmy. wybraliśmy z menu 2 ciastka i 2 kawy... przychodzi grubsza kelnerka i rozpoczął się dialog:
- co dla państwa ?
- dwa razy "jakiś ta rodzaj kawy" włoskie i ciastka tiramisu i rafaello.
- rafaello nie ma - odpowiedziała z zakłopotaniem zaglądając przez akwarium na wystawę...
- a jakie jeszcze są?
- yyy - kobieta znów zaczęła zaglądać przez akwarium i po paru sekundach wygdukała parę nazw m. in. tiramisu i wiśniowe
- może wiśniowe poproszę. dziękuję
- dziękuję.
odeszła, lecz nie na długo. po powrocie oznajmiła, że tiramisu też nie ma więc blondi zdecydowała sie również na wiśniowe...
nic nie opisze bólu spowodowanego przez brak rafaello...
kelnerka przyniosła ciastka i kawy - ciastka nie dość że nie dobre, to chyba były to dwa ostatnie... kawa, którą nam podano była dużo gorsza od zwykłej domowej... tak w skrócie: niedobre ciastko, niedobra kawa, brudne szyby, głupie kelnerki, brune okna, brzydkie ryby, brzydkie akwarium, brudny parapet, sztuczne kwiatki - brzydkie, brzydkie kręone schody, brzydkie kelnerki, brudna podłoga, klejące się stoły, niepotrzebne krzesła, niepalące się/wypalone świeczki, niezapalone lampy, brak świeżego towaru, brak ciastek z menu, nieposprzątane liście na dworze, niezorganizowana kasa i jeszcze mógłbym tak parę rzeczy wymienić...
gdyby mi jeszcze tylko moje ciastko podali - ale nie... teraz bede narzekał przez cały tydzień... nie pamiętam nazwy, ale więcej już tam nie pójdę...
po "kawiarni" przeszliśmy na kampus (chciałem zobaczyć "polską złotą jesień", jednak było jeszcze mało liści). usiedliśmy na ławeczce, porozmawialiśmy chwileczke i poszliśmy do domku...
tak sumując najpiękniejszym wspomnieniem z całego dnia była "ona", blondi !!!
kocham cię kotek, choćby się paliło i waliło to i tak zawsze bedziesz gdzies tam w środku...
w tym dniu byłem też w kościele i przypomniał mi się mój ulubiony fragment pisma - 1 list do koryntian, na koniec fragmencik :
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił.